Minęło troszkę czasu w którym wiele było załatwiania i “biegania” po urzędach konsulatach… I na samym początku przekonujemy się już że nie jest łatwo…
W międzyczasie do teamu wyprawowego dołączyłykolejne dwie panie czyli… Ania i Ewa, zatem jest już nas czwórka i chyba jest to najoptymalniejszy skład.
Z uwagi na to że wizy załatwia się niejako od końca czyli zaczynając od kraju docelowego a kończąc na tranzytowych, zaczynamy naszą przygodę z konsulatami od Konsulatów Federacji Rosyjskiej.
Słysząc tu i ówdzie, że z wizami to nie tak łatwo postanowiliśmy skorzystać z pośrednictwa wizowego, jako rozwiązania oszczędzającego czas i pieniądze. Znaleźliśmy firmę w Warszawie. Voucher i ubezpieczenia na Białoruś i Rosję dało się załatwić bez problemu. Niestety problemy zaczynają się przy wizach. Z uwagi na rejonizację firma z Warszawy nie może nam wyrobić wiz rosyjskich gdyż nie mieszkamy na terenie działania Konsulatu w Warszawie. Zatem trzeba się samemu zmierzyć z wizytą w konsulacie.
Ja z uwagi na zamieszkanie składam poprzez mojego brata wniosek z paszportem w Gdańsku. I jednocześnie wyjeżdżam do Krakowa załatwić wizy reszcie grupy.
Okazuje się że mimo iż wniosek wizowy jest pozornie prosty do wypełnienia, podczas wypełniania sporo błędów można popełnić, a zwracana jest też baczna uwaga na wielkość marginesu na wydruku jak i na kolor podpisu (wymagany bezwzględnie czarny).
Zatem jest poniedziałek, z kompletem wniosków wizowych idę do Konsulatu Federacji Rosyjskiej w Krakowie. Po kilku godzinach oczekiwania w kolejce docieram w końcu do okienka gdzie przedstawiam upoważnienia, wnioski, ubezpieczenia, vouchery i paszporty i…. pan zniecierpliwionym głosem informuje mnie, że niestety…
1. upoważnienia jedynie potwierdzone notarialnie… ale najlepiej jakby właścicielki paszportów stawiły się osobiście.
2. na każdy dzień pobytu w Rosji trzeba przedstawić zabezpieczenie finansowe w wysokości 50$ na dzień i nie może być to karta kredytowa, jedynie wyciąg z konta (heh jakby nie można było i tym dowolnie manipulować)
3. wpłata opłaty konsularnej tylko w dokładnie wyznaczonym banku.
Dla porównania… również konsulat rosyjski tyle że w Gdańsku…
punkt 1 i 2 niepotrzebny punkt 3 – ważne że będzie dowód wpłaty na wskazane konto, gdzie to już sprawa klienta.
Tak więc … zostało nam szukanie innego pośrednictwa wizowego, które byłoby w stanie załatwić wizy na czas bez problemów. Za namową i rekomendacją koleżanki zleciliśmy wykonanie tych usług firmie Warmos z Warszawy. Zajęli się zarówno wizami mongolskimi jak i rosyjskimi. Z uwagi na mała ilość czasu na załatwienie wiz, rezygnujemy z przejazdu przez Białoruś.
Wedle ostatnich planów nasza trasa będzie wiodła z Krakowa przez Przemyśl, Lwów do Moskwy i dalej do Irkucka. Potem nad Bajkał następnie Ułan Ude i do Mongolii.
Jakby tego było mało… nadszedł w końcu czas kupowania biletów na transsiba.
Z uwagi na korektę planów, bilety trzeba kupić na przejazd Lwów -> Moskwa i Moskwa-> Irkuck. Wszystko pięknie i ładnie można zarezerwować na stronach RŻD, niestety póki co nie ma możliwości zapłaty za bilety polską kartą czy to debetową czy kredytową ( tzn. nie przyjmuje kart mBanku i Inteligo). Zatem znów problem….
Na szczęście znów życzliwa osoba, tym razem z biura Viator z Poznania wskazała nam sprawdzone przez nich źródło biletów na transsiba – firmę Vadi.pl.
Zatem teraz już niecierpliwie czekamy na realizację i podpisanie końcowych umów ze sponsorami i przesyłki paszportów z wizami i biletów…
A wyjazd już tuż tuż… bo za 22 dni

Faktycznie, wiele zachodu z tym załatwianiem wiz, lecz… ja w tym roku zanosiłam wszystkie papiery do biura Czajka w Krakowie i nie było żadnych problemów z formalnościami. Nawet nie musiałam wyciągu z konta przedstawiać, a koleżanka, która jest spod Warszawy także załatwiła wszystko u nich (wysłali papiery po prostu do Warszawy). Co do wniosku wizowego… heh… to prawda, nawet margines musi być po ich myśli, ale wystarczyło dokładnie poczytać, co na ten temat napisali w Czajce (na ich stronie) i obyło się bez poprawek.