Dzień I - 6/7-08-2009 Brusy=>Kraków=>....

[Plugin configuration error:]
Please enter an URL in the URL-Field in the content element!

godz. 6.30 do Gdyni - samochodem, skąd o 9.05 ekspresem do Krakowa. Do Krakowa przyjechałem ok godz 18.00 na dworzec przyjeżdża Michał naszym środkiem lokomocji na następne 2 tygodnie - Nissanem Patrolem... no to się zaczęło. ;) Podjeżdżamy jeszcze po Wojtka i Grażynę, i w drogę....

Godz 20.00 wyruszamy => Kraków => Jurgów => Preszow=> Koszyce=> Debreczyn... nad ranem docieramy do Oradei. Jedziemy całą noc w dwóch kierowców, jednak wszyscy docierają niewyspani i zmęczeni, noc w jadącym samochodzie nie należy do najprzyjemniejszych. Za mną już prawie 1600km...

Rumunia wita nas pogodą na skraju deszczu, który później przechodzi w burzę, jednak dość krótkotrwałą...

W Oradei pierwsze miłe zaskoczenie - w poszukiwaniu bankomatu udało nam się dogadać po angielsku, mam przeczucie że mity i stereotypy które próbowano mi wpoić na temat Rumunii znów  podobnie jak w Rosji, okażą się nieprawdą... no ale nic, z pasją cichego obserwatora i otwartym podejściem do tego co ma nastąpić jadę dalej...  Po skorzystaniu z bankomatu jedziemy w okolice Hunedoary w nadziei że uda się zwiedzić zamek i zrobić nocne fotografie tego ciekawego zabytku. No ale najpierw dla spokojnego zwiedzania trzeba znaleźć jakąś kwaterę. Okazuje się że Michał dokładnie pamięta gdzie nocował poprzednim razem, gdy był w Rumunii. Zatem trafiamy na pierwszą kwaterę u siedmiogrodzkich Madziarów. Za kilkadziesiąt lei od osoby nocujemy u bardzo miłej rodziny na obrzeżach Hunedoary. 

Po południu się wypogadza, zatem czas na realizację programu...

Z uwagi na to iż Michał jest pasjonatem fotografii, industriali i wszelkich większych i mniejszych "dziur" w ziemi plan na resztę dnia zapowiada się dość ciekawie - sprawdzić w najbliższej okolicy jaskinie i miny (po rumuńsku)... czyli nieczynne sztolnie kopalni a wieczorem wyjazd pod zamek.

  Jaskinia okazuje się może mało efektowna ale była też miejscem eksperymentów foto. I tu znów  technika fotografowania wnętrza  jaskini jakby nawiązywała do motta mojej strony fotograficznej... "Obrazy światłem malowane" - tak dla ścisłości malowane latarką jak pędzlem...

Dalej ruszamy prowadzeni GPSem do "min" okazuje się że jest ich sporo w okolicy.  Wiele z nich jest zamurowanych zapewne z obawy przed wypadkami, ale trafiamy też  na ogromny niezabezpieczony szybo średnicy kilku metrów i głeboki na kilkadziesiąt, wygląda dość imponująco.  

Kolejny etap - Zamek. I tu mała dygresja. Drogi na mapie topo Rumunii okazują się być dość zaskakujące. To co na mapie Polski byłoby drogą asfaltową w Rumunii okazuje się być drogą "szutrową". Zatem jadąc od kopalni do Zamku zaczynamy nawigację na żywioł, niestety późna pora i drogi jakości kiepskich polskich dróg polnych niweczą plany zrobienia nocnych fotografii zamku. No cóż zatem Hunedoara zostaje na jutro...

Czas wrócić na kwaterę. Tutaj na powitanie dostajemy po kieliszku śliwowicy... a na kolację Michał mocnym wejściem rozpoczął popisy kulinarne...  dzisiejsza kolacja to spagetti z dodatkami... warzywa i mięso z puszki. Chyba marzenia o zgubieniu kilku kilogramów na tej wyprawie raczej zostaną w sferze marzeń ;)

OK... to do jutra... czas spać ;)

Acha... z uwagi na trudności w dostępie do internetu fotografie i dokładniejsze informacje o miejscach (mapy) i obiektach pojawią się na stronie po powrocie i pewnie też nie tak od razu, bo sporo się tego zapowiada.

Expeditions: